Triglav - 2864m npm

 

Najwyższy szczyt Słowenii w paśmie Alp Julijskich. Wg wierzeń na wierzchołku góry umiejscowił siedzibę potężny Trojan – pogańskie bóstwo wody, ziemi i podziemi. Nazwa Triglav pojawiła się w 1573 r. W 1889 roku ksiądz Jakob Aljaž odkupił szczyt góry, a w 1895 otwarto na nim schron.


12.07.2014 Olsztyn/Sopot (Polska) – Žilina (Słowacja)

Tradycyjnie w piątek 11 lipca po pracy wyjeżdżam do Brata do Sopotu na miejsce rozpoczęcia naszej kolejnej wyprawy. Ten dzień nieco różnił się od poprzednich, gdyż w pracy byłem już w pełnym rynsztunku. Wyjazd pociągiem z Olsztyna ok. 15:47 z przesiadką w Elblągu o17:55. W Sopocie byłem ok 20:00. Słonecznie i przyjaźnie.

Nastał dzień wyjazdu. Pobudka o 5:30, toaleta, śniadanie - pyszna jajecznica z kawką i pakujemy się do auta Peugeot 207, przebieg na starcie: 138 465 km. Wyjeżdżamy o 6:15 na trasę A1. Pogoda pochmurna z lekkim deszczykiem, lecz tuż za Trójmiastem powitaliśmy słoneczko, które było już z nami cały dzień. Na A1 jesteśmy o 6:40 a bramkę minęliśmy o 7:56 z opłatą 29,90zł. Mały postój o 9:15 na toaletę w miejscu tajemnym o nazwie MOP Głowno. Oznaczenie MOP wciąż mnie zadziwia i zastanawia czym kierował się urzędnik wymyślając tak pokraczny i niejasny skrót. Już lepiej byłoby KLOP lub coś w tym rodzaju. W tym kraju naprawdę wielu chce zaistnieć, a wystarczyło napisać np.: po staropolsku „Zajazd Głowno". Wjeżdżamy do Łodzi o 9:45. O 10:35 robimy postój na kawę. W Częstochowie jesteśmy o 11:50, na liczniku przybyło już 465 km. Tutaj spotkał nas korek – roboty drogowe sparaliżowały pół miasta (cóż nawet w świętym miejscu paraliż człowieka dotknie), który szczęśliwie objechaliśmy. Do Bielska Białego wjechaliśmy o 14:00 (605 km) i w Żywcu o 14:30. Tutaj zatrzymaliśmy się na mały posiłek regeneracyjny i siusiu. Wyjeżdżamy o 15:00. Przy okazji zatankowaliśmy (2-gie tankowanie 37 litry za 200zł). Przekraczamy granicę ze Słowacją (Zwardów/Skalite) o 15:44. Na camping docieramy o 16:50 – Camping Varin koło Žilina. Miejsce w uroczym, przestronnym zielonym miejscu z własną restauracją, basenem, z miejscem kuchennym (kuchenka i lodówka), domkami i wieloma ławeczkami z daszkiem. Polecam na to wyjątkowe miejsce, ze względu bliskości granicy, uroku i niskiej ceny (namiot, auto + 2 os. kosztowało 13,60€). Po męczącej podróży, głównie wyczerpująca dla Brata, przeszliśmy się na rozpoznanie terenu. Krzysztof i tym razem podjął cały wysiłek kierowcy wyprawy, ja niestety tylko pilotowałem i towarzyszyłem jemu w drodze. W drodze powrotnej zawitaliśmy do obecnej tutaj restauracyjki (polecam) na duże jasne z pianką za 0,90€ - Silve. Smakowało wyjątkowo. Teraz mogliśmy trochę pozwiedzać okolice – Varin. Trochę jak u nas w klimacie mało miasteczkowym, gdzie odpoczynek miesza się z małą rekreacją w ogródku przydomowym. Jedyną niespodzianką i zaskoczeniem była pajęczyna rozpięta nad dachami domostw. Telefonizacja tutaj sięga jeszcze czasów Bella, druciki, linie słupy i krzykaczki. Wyglądało zabawnie jak w starym kinie. Po udanej wycieczce do namiotu wpakowaliśmy się po 21:00. Sen przyszedł gładko i niespodzianie.

13.07.2014 Žilina (Słowacja) – Dovje (Słowenia)

Pobudka 6:00 – noc spokojna z szumem rzeczki Vah. Krzyś czuł się nieco połamany. Mycie, zwijanie namiotu (jak zawsze spocony) i śniadanko. Gotowi o 6:45 i wyjazd. Zostawiamy wizytówkę, szlaban do góry i w drogę. Podążamy trasą D1(E75) do Bratysławy. Ok. 7:55 przy trasie mijamy interesujący obiekt zabytkowy Hrad Beckov. Odpoczywamy w „Zlaté Piesky" przed Bratysławą 8:45. Kawa (1,20€), toaleta za free i o 9:10 jesteśmy dalej w trasie. Wjeżdżamy na autostradę do Wiednia (ok. 60km) – zjazd A6 (E58). Granicą z Austrią przekraczamy o 9:25. Kierujemy się na Gratz – zjazd na S1 o 9:56. Następnie zjazd na A2. Po drodze mijamy deszczyk przed Gratz. Mycie autka wskazane. Robimy mały odpoczynek na Hemersdorf Rast o 11:25, 44km przed Gratz. Gratz mijamy o 11:50. Za nim zatrzymujemy się na Keiserwald Rast (12:00), tankowanie (32,5 litra,1,599€litr) i siusiu (0,50€), oczywiście kawka (2,95€) i ciacho strudel z brzoskwinką za 4,65€. Wyjeżdżamy o 12:50. Wjeżdżamy w tunel Gräben tunnel 2143km na A2 – zaczęło się tunelowanie. Mijamy Klagenfurt o 14:00. Zjeżdżamy na trasę 83 (14:33), aby później skierować się na 109 do Wurzenpaß (1073m). Następnie mamy ostry podjazd 18%, po którym konieczne jest wietrzenie silnika (14:50). Trasa ta uchroniła nas od opłaty za winietę na słoweńskie autostrady. Przekraczamy granicę ze Słowenią o 14:54. Widać tu swojskie klimaty, krajowy porządek. Wjeżdżamy na camping Kamne o 15:17 w Dovje. W recepcji wg uznania angielski, niemiecki. Miejsc dużo. Brama zamykana od 22:00 do 7:00. Za noc opłaciliśmy 19€ (auto, namiot, 2os.). Po rozbiciu się poszliśmy na krótką wycieczkę po Dovje, którą zakończyliśmy na piwie Lašco za 2,20€ już na campingu (16:50). Kolacja w turystycznym stylu: podwójna porcja zupki, kisielek i kawka z batonem müsli. Brzuszek pełny i dusza spokojna. O 18:30 przystępujemy do przygotowania plecaków na jutrzejszy wymarsz z parkingu przy schronisku Adijewa. Waga plecaka w normie, tylko na dwa dni. Przed spaniem szybkie mycie i śpiworek. Niestety brak dostępu do podłączenia telefonu. Trzeba być uzbrojonym w dodatkowe zasilanie lub power bank.

14.07.2014 Triglavski Dom (Słowenia)

Pobudka o 6:00. Śniadanko w tradycyjnym stylu: kawka i chrupki Granola (nowe odkrycie, polecam). Jesteśmy gotowi o 6:50. Spakowani podjeżdżamy na parking przy Aljažev Dom (1015m npm) 11,5km od Mojstrana (przy Dovje). Droga utwardzona na szerokość jednego auta, z jednym podjazdem 25%. W pobliżu trasy minęliśmy piękny wodospad, lecz podziwiać go będziemy w drodze powrotnej. Na parkingu jesteśmy o 7:22 – opłata 3,50€. Pogoda niepewna, ale dająca nadzieję na dobry marsz, lekki chłodek, bez nasłonecznienia. Parking pusty, gdzieś jedno autko. Zaopatrzony w kabinki WC i śmietniki, jak na Polanicy, oczekując na pielgrzymki turystów, a my sami. Zabieramy przygotowane plecaki i wyruszamy o 7:40. Do Aljažev Dom docieramy po kilku minutach (7:50), proste schronisko, nieco surowe w wyglądzie, ale przyjemne i ładne. Trochę zdjęć i dalej. Doszliśmy do „Wielkiego Karabinka", może tak go nie nazywają, ale dobrze oddaje rzeczywistość – wielki prosty karabinek zawieszony na haku na cześć „Padlim Partizanom i Gornikom 1941-45". Następnie skręcamy w lewo na szlak ku górze, ku skałom. Początek prowadzi przez lasek, nieco skałek i trudność niewielka. Miły spacerek, który później wzruszył nami aż do kości ... Trudność niewielka, a już na początku wędrówki szukaliśmy ścieżki ze szlakiem, bo obecny na trasie jęzor śniegowy skutecznie wyprowadził nas w las, gdzie między drzewami po skarpach w górę musieliśmy wypatrywać ubitej ścieżki ku górze. Zaskakujący początek zwiastował jeszcze ciekawsze wydarzenia. Rozpoczynała się wspinaczka, trasą ubezpieczoną z występującymi połaciami śniegu; niestety lipiec w tych górach latem nie pachnie. Te wzrastające trudności nie przerażały jak zmieniająca się pogoda. Zaczynało kapać a droga jeszcze daleka, wśród skał, mokrych skał. Była 9:20. Deszczyk kapał i kapał, a woda po nas ściekała i każdy napotykany zbiorniczek napełniała i godzinka po godzince przesiąkała coraz głębiej i głębiej. Kurtki i buty z membraną Gore-Tex były super, lecz zabrakło do kompletu podobnych spodni i stuptutów. Nasza nadzieja, że po tej bezdeszczowej przerwie już będzie lepiej niestety rozpływała się z kolejną chmurą. A pod nią próba wyciągania z plecaka wspomnianego kompletu groziła przemoczeniem tego co okazało się zbawienne w schronisku. Pokładać nadzieję w pogodzie, grozi utratą rozsądku. Po przejściu skalnej wspinaczki i pozyskaniu wygodnych połaci do przebrania się straciło już sens, gdyż byliśmy już całkowicie mokrzy, a jeszcze bylibyśmy poddani wychłodzeniu. W tym momencie każdy krok do przodu dawał upragnione ciepło i bliskość schroniska, a ono jeszcze przed nami było za ok. 1/1½ godz. drogi po ośnieżonych skałach. Widoczność była bardzo skromna i jedynie tyczki poustawiane w nieładzie dawały jakiś obraz kierunku marszu. Tu zaczęła się mimo pozorów droga przez mękę: deszcz, wiatr, zimno, mokro od góry i od dołu. Czuliśmy się wykończeni, ja nakręcony myślą o ciepłym piecu poganiam Brata. Każda chwila przestoju mnie przerażała, wiatr szybko mnie wychładzał. Lipcowa aura nas wychłostała. Nasz trud zakończył się dopiero o 13:00. Byliśmy w Triglavski Dom na wysokości 2515m n.p.m. po 5½ godz. (różnica wzniesień 1500m) 4 godziny w deszczu przy wietrznej pogodzie sprawiło, że za drzwiami schroniska mieliśmy problem z zapięciem klamerki czy z nalaniem z termosu upragnionej ciepłej herbatki. Ręce drgały i słów zebrać nie mogłem. Aparat sprawiał najwięcej trudności, ale udało się po kilku minutach. Wszystko działo się jak przy początku hipotermii. Po uwiecznieniu tych chwil, rozpoczęliśmy proces szybkiego, jak to było możliwe zdjęcia wszystkiego z ciała, dosłownie wszystkiego. Szczęście dopisało, że weszliśmy do schroniska pierwsi, brak wspinaczy. Puste haki wnet się zapełniały ściekającymi wodą ubraniami. Proces ubierania suchych rzeczy (opatrzność Boska) trwał mozolnie. Teraz poczułem i wspomniałem opowieści naszych Himalajczyków o ubieraniu butów w 0,5 godz. Głowa wymuszała działanie rąk, lecz te działały po swojemu. Jeszcze smaku dodawało miejsce, gdzie przebieraliśmy się, to był zimny przedsionek. Dopiero po wejściu do jadalni odczuliśmy moc ciepła, które dawał „rozgrzany" piec, tzn. tylko ciepły piec. Naprawdę, piec był jedynie ciepły, góra z 40ºC. Suszenie trwało do rana następnego dnia. Buty następnego poranka, basenu nie przypominały, ale dzień wczorajszy jak najbardziej. Wyprawy mają to do siebie, że takie chwile wspomina się z westchnieniem i nutą tęsknoty.

Nocleg w schronisku kosztował nas 28€ w dormitorium za 2 osoby (posiadamy karty zniżkowe Alpenverain). Na wstępie zamówiliśmy herbatkę z rumem za 4,80€ z miła muzyczką (13:40). Będąc początkowo sami rozkoszowaliśmy się ciepełkiem i ładnym wnętrzem, klimat w nim panujący był w naszym odczuciu wspaniały. Jadalnia przestronna i wygodna, toalety i ubikacje piętro niżej, gdzie można było zagotować sobie wodę. Nasz obiadek był luksusem: ja miałem autorski zestaw liofilizatów, zaś Brat tradycyjne danie liofilizowane. Brak w schronisku możliwości doładowania telefonów, ale dostęp WiFi jest oferowany gratis. W objęciach Orfeusza znaleźliśmy się o 20:00. Tu też było zimno, ale za to koców można było użyć wiele. Ja spałem w termoaktywnym ubranku pod trzema kocami. To była miła noc. Śpiworków nie braliśmy, to był dobry wybór. Dopiero nad ranem spostrzegliśmy współwspaczy. Przepakowaliśmy się jeszcze z wieczora na wejście na Triglav. Teraz wszystkie ciepłe i aktywne ubranka z wszelkimi membranami mieliśmy założyć na siebie. Kolejny dzień zapowiadał się podobnie. Przed spaniem jeszcze wstąpiłem do pobliskiej kapliczki na modlitwę dziękczynną za udany i szczęśliwy dzień, abyśmy mogli cieszyć się dniem następnym.

15.07.2014 Triglav (Słowenia) – Aljažev Dom (Słowenia)

Pobudka o 6:00. Składanie rzeczy, toaleta i na śniadanko. Na śniadanko marmolada z chlebkiem z masłem i kawa z mlekiem (11,20€ - 2os.). Wyszliśmy o 7:10. Pogoda wietrzna, ale już bez deszczu. Jeszcze trzymał chłodek. Wejście na trasę skalną był widziany już ze schroniska w postaci dużej czerwonej kropki na ścianie, lecz to byłoby na tyle. Reszta prowadziła krętymi dróżkami na grań. Trasa ubezpieczona prowadzi cały czas pod górę, choć uwaga i rozsądek pożądane. Najciekawsze chwile czekały nas na grani w odsłoniętej przestrzeni, gdzie wiatr przepędzał mleczną zasłonę z krajobrazów, które nie były nam dane. Za to spotykaliśmy miejsca, gdzie miło było przystanąć w bezwietrznej ciszy. W atmosferze gęstej bieli i skał doszliśmy na szczyt ze schronem Aljaževa na 2864m n.p.m. o 8:10. Uściskaliśmy sobie dłonie i przystąpiliśmy do sesji zdjęciowej. Schron wydaje się dobrym pomysłem, bo wielu turystów zostawia tutaj wszelakiego typu znaki swojej obecności. Skrzynka z książką też tu była, choć nie tym razem, a szkoda. Aura oczywiście nie pozwalała rozkoszować się pięknym widokiem i leżakowaniem, więc szybko zaczęliśmy schodzić w obawie przed wczorajszymi doznaniami. Droga w dół, do schroniska zajęła nam ok 40min. Pożegnaliśmy Triglav chwilą zadumy w kaplicy i ciepłą herbatką w schronisku (1,80€). Wyszliśmy w dół ok 10:00. Na otwartym terenie po lodach i śniegach doszliśmy do znanej krzyżówki (2200m), gdzie spotykają się trasy przez Tominškova (2:30 - via ferrata) i Prag (2:45). Wybraliśmy przejście przez Prag. Z każdym metrem niżej już robiło się coraz cieplej i cieplej. Ten miły chłodek zastąpił skwar, który szedł z nami do końca. Prag jest pięknym i widokowym przejściem z licznymi ściankami wspinaczkowymi z wbitymi kotwami i klamrami jak również z przejściami po śniegowych zboczach. Wzdłuż trasy mijaliśmy ładnie szumiące strumyczki – bardzo orzeźwiające. Jednego dnia jesteś mokry od deszczu, a drugiego sam już tego pragniesz. Ostatni kawałek trasy, przemarsz od zakończenia Pragu po schronisko stało się dla mnie przysłowiowym „gwoździem do trumny". Kamienista droga w wysokiej temperaturze nie jest moją mocną stroną (40 min). Jedynie szum rzeki płynącej wzdłuż uspakajał skołowane mięśnie i głowę. Marsz trwał do 14:15. Znów witaliśmy Aljažev Dom. Jeszcze parę kroków i można było zdjąć z siebie cały rynsztunek i wskoczyć z radością w krótkie majtki i sandały. Auto grzecznie na nas czekało ze smaczną, chłodną, cudowną wodą w butelce. To była rozkosz zanurzyć usta w tej wodzie.

Po zebraniu się i zapakowaniu ruszyliśmy trasą w dół do wspomnianego wodospadu. Widowiskowe miejsce, jak nasze Wodogrzmoty. Czas było jechać dalej. Mieliśmy w planach na Słoweńskiej ziemi zrobić jeszcze małe zakupy i kierunek Austria. Polecamy Słowenię i Lačko.

Strona zbudowana z Kopage
← Zbuduj swoją teraz
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem
Powered by Kopage