Rysy - 2499m npm

 

Najwyższy szczyt Polski położony w paśmie Tatr Wysokich znajdujący się w Karpatach. Wystartowaliśmy ze schroniska Roztoka położonego 1031m npm o godz. 5:00. Atak na szczyt nastąpił 03. października 2009 roku około godz. 12:00.


2 października 2009

Wyjazd w Tatry, a dokładnie wejście na Rysy był wyjazdem bardzo spontanicznym. Pewnego dnia dostałem wiadomość na komunikatorze od brata, czy może nie spróbować w tym roku wyjechać w Tatry i wejść na 2499 m npm. Został rzucony termin – weekend. Szybko podjąłem rękawicę i tak dochodziła do realizacji nasza ekspedycja - pierwsza ekspedycja, jak się okazało, dająca początek kolejnym naszym wyprawom po najwyższe wierzchołki Europy. Rozpoczęła się nasza podróż po Koronie Europy, o której w kolejnych otwarciach będziemy się z Wami dzielić.

Pojawiła się pierwsza niespodzianka. Musiałem wyjechać służbowo do Warszawy i byłem zmuszony wsiadać do pociągu dopiero po północy, brat w tym czasie jechał tym samym składem od godziny 19.00 z Sopotu. Cóż musiałem spędzić w stolicy parę ciężkich godzin nocnych – wyrazy współczucia od brata. Byłem bardzo wypompowany już na samym wstępie – pracę skończyłem po 16 a do podróży jeszcze przeszło osiem godzin zapełnionych obiadem, galerią, galerią, kinem, galerią, galerią itd. itp. Za to rankiem zobaczyłem piękny widok naszych Tatr.

2. października doszliśmy około południa do schroniska w Dolinie Roztoki (1031m, 12:00/13:00). Bardzo schludne mniej uczęszczane miejsce od pozostałych schronisk w Tatrach. Miło i ciepło spędziliśmy w nim dwie noce. Z menu polecam żurek i grzane piwo z miodem /niestety w plastikowym kubku/. Tegoż samego dnia postanowiliśmy wyjść jeszcze na rekonesans do Doliny Pięciu Stawów (schronisko 1671m npm, 15:40) szlakiem pnącym się obok wodospadu Siklawa – największym wodospadzie w Tatrach. Pogoda nam dopisywała i z radością maszerowaliśmy doliną Roztoki. Ruch był niewielki, bo i miejsce i czas, nie był mocno turystyczny. Aż miło było wsłuchiwać się w odgłosy przyrody i w głębi duszy medytować. Polecam gorąco. Piękne widoki w jesiennym słońcu.

3 października 2009

Następnego dnia tj. 3 października przyszła kolej na nasz cel wyprawy – Rysy. Poranna pobudka (1031m, 6:45) i szybkie podejście do schroniska Morskie Oko (1410m, 8:00). Tam skromne śniadanie jeszcze przed przyjściem tłumów „pseudo" turystów – po śniadanku tuż przed wyjscie podjechały dwa autokary. Aura dopisuje – jest ciepło i słonecznie, prawie czyste niebo. Leki wiatr, a szczyty gór pokryte cienką wastwą śniegu tak jakby ktoś posypał je wcześniej cukrem pudrem. Idziemy wzdłuż Morskiego Oka i lekko pniemy się w górę ku Czarnemu Stawowi (1583m, 9:05). W połowie go okrążamy widząc po przeciwnej stronie ścianę Kazalnicy. Od tego momentu droga pnie się mocno w górę. Idziemy równym tempem od czasu do czasu zatrzymując się na łyk wody. Dochodzimy do ubezpieczeń znajdujących się na szlaku – łańcuchów, tu już pracują ręce i nogi (10:00). Słońce nadal świeci choć od północnej strony czujemy czasami zimne, ale otrzeźwiające podmuchy wiatru. Staje się ślisko, to skutek leżącego cienkiego puchu, który spadł niedawno co. Z połączeniem skalnym stanowi pewne zagróżenie, co zwiększa naszą uwagę gdzie stawiać stopy. Jeszcze zostało nam kilka kroków i dochodzimy do grani. Stąd już widzimy nasz wierzchołek i kilka osób na nim, które ciszą się zapewne z rozległych widoków i z wejścia na niego. Nam do tej radości pozostało około 10 minut. O godzinie 11.45 stajemy na szczycie Rysów na wysokości 2499m npm.

Jest tutaj spora grupa turystów rozmawiających prawdopodobnie w języku węgierskim. Kilku Madziarów trochę dziwnie wyglądających w tych swoich kurtkach i niezbyt stosownym obuwiu. Spędzamy tutaj trochę czasu – odpoczywając delektując się panoramą Tatr i jedząc po batonie. No i oczywiście Grześ (tzn Ja) dokumentuje wszystko na fotkach, które jak zawsze zatrzymują czas dla nas. Jesteśmy tu razem. To przede wszystkim. Poza tym możemy może mieć różne poglądy, lecz zawsze powinniśmy myśleć o sobie nawzajem, wspierając się i motywując, to co czujemy w górach, gdzie spędzamy swój wspólny czas. Super mieć kogoś tak bliskiego w momentach życia, które dają poczucie wolności, miłości i szczerości. Siedzimy obok krzyża na szczycie Rysów – kiedy to piszę, sierpień 2011, krzyż został już z tego miejsca zdjęty. Ponoć nieprawnie został tutaj posadowiony.

Choć na wierzchołku jest bardzo miło i przyjemnie, czeka nas jednak zejście, czyli jeszcze raz to samo tylko z tą różnicą, że teraz inaczej ukierunkowane są siły działające na nasze stawy. Jesteśmy już około 7 godzin na nogach i gdy dochodzimy do Czarnego Stawu kolana brata dają o sobie znać. Ja mam miękkie kolana nieco niżej przy zejściu z Czarnego Stawu. Schodki do Morskiego Oka pokonuję bokiem co jedne, dwa – cóż mimo ogólnej dobrej kondycji nogi jak z waty. Wysiłek jak pokonaliśmy jest ogromny. Gdyby nie opaski uciskowe byłoby znacznie gorzej opanować ból. Wkrótce docieramy do schroniska przy Morskim Oku (15:00), znaczny tłok, ceny wysokie, kolejki, wszystko przypomina deptak na Krupówkach niż ciche i przytulne schronisko górskie. Ale całe szczęście mamy nocleg w Roztoce, jak miło. Po krótkim odpoczynku i porcji naleśników schodzimy dalej w dół do naszego punktu wyjściowe, do schroniska w Dolinie Roztoki, gdzie w przeciwieństwie do wyżej wymienionego miejsca możemy odpocząć w ciszy relacjonując swoje przeżycia (17:00). Zejście było wciąż uciążliwe, nogi na automacie, ale głowy szczęśliwe i dumne ...

Najwyższy punkt Polski został w pełni osiągnięty.

Strona zbudowana z Kopage
← Zbuduj swoją teraz
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem
Powered by Kopage