Kekes - 1014m npm

 

Najwyższy szczyt Węgier Kékes, położona w górach Mátra w północnej części kraju. Na szczycie góry znajduje się głaz przy wieży telewizyjnej. W 1985 oznaczono nim najwyższy punkt Węgier, nosi narodowe barwy i osadzony jest piedestale. Nazwa wywodzi się z węgierskiego słowa kékes (niebieskawy).


18.07.2014 Vaduz (Liechtenstein) – Wiedeń (Austria)

Przejazd S16 od Bludenz do A12. Tutaj czekały na nas cały szereg tuneli (9,00€ Arlberg – 11:00). W drodze powrotnej wziąłem się za zliczanie tunelików i tuneli na trasie A12. A było co liczyć ... architektoniczna sztuka i kolosalne koszty, cóż to Austria, a co najważniejsze brak widocznych „fuszerek". Moje szacunki to 27 tuneli. Z dłuższych tuneli to: 3km, 3.6km, 5km, 5,7km,10km, 15km. W międzyczasie zajechaliśmy do Rast Pettnau ok. 11:45 na kawę z ciastkiem (7:20€). Do Niemiec wjechaliśmy o 13:19 na A8 na Salzburg. I znów w Austrii o 14:25 na A1 do Wiednia. Po trasie uzupełniliśmy paliwo w aucie (34,4litra za 1,599€l – 14:30), a nasze oddaliśmy, ok 280km do Wiednia. Ok. 16:00 zatrzymaliśmy się jeszcze na drobne zakupy, ja tradycyjnie Mozartkugel (2,99€) i Schnapps (9,99€). Powoli nasz pobyt w Austrii dobiegał końca, na pożegnanie wybraliśmy camping prawie w sercu Wiednia (18:00) nad modrym Dunajem, niestety nie było go widać z campingu. Dojazd do campingu z autostrady A23 bez przeszkód, gładko wg oznaczeń, byle nie przespać. Zjazd zaraz za Dunajem. Camping Neue Donau (22€ za 2 os.) zaprosił wielu turystów z różnych stron świata, ale miejsc nie brakowało. Zaplecze turystyczne przygotowane na wysokości zadania, przy takim ruchu, tłoku nigdzie nie było. Niestety ten gwar i cywilizacja dobija po powrocie z gór. Zapłaciliśmy za swój zestaw 22€ (auto, namiot, 2os.). Brak było możliwości ładowania komórek, ale w miejscu restauracyjnym coś się znalazło do wykorzystania. Restauracyjka bardziej kojarzy się z barem szybkiej obsługi, bo miejsc siedzących jak na lekarstwo, choć menu szerokie. Obok również jest sklepik z drobiazgami spożywczo-przemysłowymi. Poczęstowaliśmy się dużym jasnym Pils za 2,70€ i wróciliśmy do namiotu w nadziei na odpoczynek. To miejsce nie sprzyja temu, w nocy oświetlenie jak w dzień i wciąż ktoś wychodzi, przychodzi, wraca coś jeszcze krzyknie po swojemu itp. itd. a na domiar tego było gorąco, w końcu nastał świt. Z ręką na sercu zasnąłem dopiero po 2:00, nie chcę tu wrócić.

19.07.2014 Wiedeń (Austria) – Kékes (Węgry)

Pobudka 5:50. Noc kiepska. Wyjechaliśmy po spakowaniu. Brak chęci na śniadanie. Historię minionej nocy zapoznasz w poprzednim odcinku. Posiłek zjedliśmy nieco później. Wjechaliśmy na A4 do Bratysławy. Zajechaliśmy na poranną kawę 6:40 (3,20€) do zajazdu Autogrill przy A4. Dalej z A4 na A6 – granica ze Słowacją 7:18. Witamy Bratysławę na D1 w kierunku na Žilina. Zjazd na R1 (8:10) w kierunku na Nitra. Po drodze tankowanie 30 litrów za 47€, 1,569€/l (9:00 Zvolen). Zjeżdżamy na trasę 50 na Lučenec. Następnie wjazd na 71 do Filakovo (10:35). Węgry witamy o 11:00. Jakość tras drugorzędnych w porządku, choć zmiana prędkości jest już odczuwalna. Pogoda dopisuje. Jedziemy drogą 21 do Salgótarján. Zjazd na 23 w kierunku Eger. Naszym celem był zjazd na Recsk przez Mátraballa i Mátraderecske. Liczyliśmy, że pokierują nas drogowskazy na Recsk, a tu rozczarowanie. Jedynie była tablica na Mátraballa, o której zielonego pojęcia nie mieliśmy, brakowało jej na mapie i przejechaliśmy. Konsternacja w aucie rosła, wiedzieliśmy że nadrabiamy kilometry i tracimy cenny czas. Nasze spojrzenia i uwagi napinały i tak napiętą sytuację, gdyż do Eger też nie było zaznaczonej odległości, aby oszacować czas jazdy. Trasa naokoło zajęła nam ok. godziny. Nabyta wiedza z trasy była już przydatna w drodze powrotnej, ale naszego poruszenia to nie studziło. Relacje „kierowca – nawigator" oziębły. Dalsza trasa do Mátraháza wciąż prowadziła nas krętymi ścieżkami. Patrzyliśmy na drogę jak szpaki w telewizor, aby znów nie przejechać zjazdu na Kékes. W Mátraháza byliśmy ok. 13:00.

W Mátraháza zatrzymaliśmy się na dużym placu parkingowym, aby zorientować się którędy przybliżyć się do szczytu. Wokół parkingu wiele sklepików z różnościami, lecz jasnych wskazówek dotyczących kierunku dojścia na najważniejszy szczyt Węgier niestety brak. Pogoda także nas nie rozpieszczała, żar lał się z nieba. Zaczęliśmy kroczyć tu i tam, aż trafiliśmy na jedyną trasę w którą można byłoby wjechać. Ale jak daleko i dokąd nią trafimy, tylko się domyślać. I tak rozpoczęliśmy podążać ku naszemu celu, choć miejsce celu wciąż nie było jednoznacznie ustalone. Wędrówka przebiegała pod górę. A ja w klapkach, jak wysiadłem z auta to i tak zostało. Podchodząc coraz wyżej upewnialiśmy się o słusznym kierunku, lecz o kiepskiej decyzji co do rodzaju transportu, mając na uwadze kiepski czas na powrót. W połowie wędrówki zaczęliśmy korzystać ze skrótu, będący szlakiem na szczyt, po leśnych ścieżkach przecinając niejednokrotnie drogę, po której mogliśmy spokojnie wjechać. Po ok 40 min. znaleźliśmy się przy wieży telewizyjnej. Zapieczętowaliśmy dłońmi na obecnym głazie wejście na najwyższy szczyt Węgier 1014m n.p.m. o 13:45. Tradycyjnie zrobiliśmy kilka zdjęć na pamiątkę i mieliśmy chwilę aby rozejrzeć się za knajpką, w której moglibyśmy wydać swoje 4000 Forintów (ok 60zł). Nie opodal wierzchołka były dwie restauracyjki, bo miejsce to słynie z chętnie odwiedzających turystów. Obszar rozciąga się szerokim łukiem od wieży aż po stok, także z wieloma kramami. Zaszliśmy do restauracyjki „Tető Ètterem" na mały posiłek i mały zimny napój, bo wciąż słoneczko paliło (14:00). Restauracyjka schludna i czysta z ladą z bogatym menu i wielką tablicą z cenami jak w barze mlecznym, co znacznie utrudniło nam pojęcie rzeczy i kosztu odpowiedniej potrawy. Potrawy z wyglądu tradycyjne, lecz ich nazwy zupełnie nie tradycyjne, a ceny od 300 do 1500 Forintów. Jedynie jedna potrawa nie budziła naszej wątpliwości, otóż to był gulasz, węgierski gulasz i tym samym mogliśmy rozszyfrować z tablicy jego cenę. Starając się zmieścić w naszym budżecie musieliśmy uważać co bierzemy, bo kartą nie zapłacisz, jak również inną walutą nie zapłacisz. Grzecznie wzięliśmy miseczki i podeszliśmy do sagana z gulaszem. Krzyś po zamieszaniu nagarnął sobie do miseczki chochlę, a że trudno mu było nią operować, nieco obróciłem saganek aby nie rozlać i zasiać konsternacji wśród obecnych i gospodarzy. Moje zamiary za to szybko ostudził krępy, wąsisty kucharz, który pojawił się tak nagle, że wziął mnie z zaskoczenia i znów postawił saganek po swojemu. Nabierać musiałem z wielką ostrożnością i niewygodą, bo klapka od sagana otwierała się w moim kierunku, co nie pozwalało zorientować się w zawartości chochli i zapewne w tym całym zamieszaniu chodziło, aby gęste zostało dla Węgra, a turysta niech chlipie samo rzadkie. Nie obeszło się od wymiany paru słów, kucharz po swojemu a ja z zażenowaniem po angielsku przeprosiłem. Węgier pożegnał się po wojskowemu, cokolwiek miało to znaczyć i odszedł, a my powolutku doszliśmy do kasy. Zapłaciliśmy za skromny posiłek 2200 Forintów. Resztę przeznaczyliśmy na drobne prezenciki dla bliskich. Gulasz węgierski smakował, mimo swego ostrego zacięcia. Po posiłku rozejrzeliśmy się jeszcze po okolicy i kramikach i ruszyliśmy w dół, nieco szlakiem nieco drogą. Z braku wiedzy dokąd szlaki nas zawiodą końcówkę trasy do auta przeszliśmy drogą.

Z Mátraháza wyjechaliśmy o 14:50. Tym razem już prawidłowo wjechaliśmy na skrót w Recsk do Mátraballa. Następnie zjazd na lewo na trasę 23 na Salgótarján w kierunku granicy ze Słowacją. Pożegnaliśmy Węgry o 16:08. Teraz tylko przeskoczyć Słowację i nocleg w Żywcu. Życie szybko zweryfikowało nasze plany. Wjechaliśmy do Zvolen o 17:20. Czasu mieliśmy nie wiele, tak więc ruszyliśmy w kierunku na Ružomberok (18:30), aby wjechać na autostradę, którą widzieliśmy na aktualnej mapie (Marco Polo) i tylko na niej. W rzeczywistości widać było pojedyncze wiadukty, do połączenia których autostradą to kolejne lata, a my mieliśmy jedynie godziny do wykorzystania. Znów pojechaliśmy drugorzędnymi drogami, gdzie czas uciekał. Krzyś miał już dosyć, a ja nie bardzo wiedziałem jak mu pomóc. Ta trasa nas wyczerpywała. Zdecydowaliśmy się na zjazd na camping w znanym nam miejscu za Žilina nad Vahom. Przybyliśmy tutaj o 20:00. Dzień pełen niespodzianek i rozczarowań, za to jest o czym pisać i co wspominać. Rozbiliśmy namiot, szybka kąpiel i podreptaliśmy do restauracyjki na uroczystą kolację z małym sznapsa Filadelfii (21:30). Tak kończymy każdą naszą wspólną wyprawę. Kolacja smakowała wyśmienicie, porcja dorodna, surówki świeżutkie, ziemniaczki pięknie zapieczone a warzywa nie rozgotowane i do tego kufelek słowackiego piwa (15,50€ za os.). Super. Wnętrze restauracyjki skromne, ale sprzyja miłemu spożywaniu posiłków. Ucztę skończyliśmy ok 22:00 i szybko znaleźliśmy się w śpiworach, skonani i szczęśliwi.

20.07.2014 Žilina (Słowacja) – Sopot (Polska)

Pobudka 6:00. Szybko uwinęliśmy się, bo za bramą już byliśmy o 6:20. Po drodze wstąpiliśmy do Kauflandu, wręcz na otwarcie (7:15), po coś na ząb. Trafiliśmy na świeże gotowe kanapeczki za 1€ za sztukę. Jeszcze mała rundka zakupowa i z zapasem Bażanta wróciliśmy do autka na małe śniadanko. Niestety, koniec wyprawy już nastał. O 7:40 wjechaliśmy do Polski. Na odpoczynek i kawę (6,00zł) przystanęliśmy w Bielsku Białym ok. 9:00. A Łódź witaliśmy już ok. 12:00. Tu zajechaliśmy na kanapkę do Mc. Z Łodzi chcieliśmy trafić wprost na wjazd na A1, ale niestety kierunkowskazy wyniosły nas na lewą stronę A1, z której wjazdu nie było. Myśleliśmy, że znów coś przegapiliśmy, ale koło nas inni tak samo byli zdezorientowani i zmuszeni do zawracania. Jedyny wjazd na A1 prowadził przez A2, czego chcieliśmy uniknąć. Bałagan komunikacyjny zabrał nam godzinę kręcenia po mieście. Na A1 wjechaliśmy dopiero o 13:20 (płatny odcinek za 29zł). Do Sopotu dojechaliśmy na 16:30. Stan licznika: 142 643 km. Przejechaliśmy 4 178 km i spalonych 195 litrów (5 litr/100km). Po przepakowaniu się ruszyłem na ostatni etap wyprawy do Olsztyna, TLK o 18:50. W domu o 22:00. Szczęśliwy i pełen wrażeń.

Strona zbudowana z Kopage
← Zbuduj swoją teraz
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem
Powered by Kopage