Dufourspitze

 

Najwyższy szczyt Szwajcarii położony w masywie Monte Rosa w Alpach Pennińskich i najtrudniejszy w Koronie Europy. Z Zermatt wjazd na Rotenboden 2815m npm i do Monte Rosa 2883m npm. Na szczyt 17.07.2013. Wejście nie powiodło się, tylko do 3600m npm.


12.07.2013 Olsztyn – Sopot

Wyjazd z Olsztyna pociągiem Regio do Sopotu o godz. 15:41 z przesiadką w Elblągu 17:38/18:11. Podróż spokojna, bez opóźnień i tłoku. Deszczowo i mgliście. W Sopocie podobnie. Do brata dotarłem suchy. Na miejscu zapakowałem się do samochodu (prowiant + sprzęt), gotowy na poranny wyjazd. Okazało się, że nie zabrałem karimaty, pakowanie wieczorową porą jest ryzykowne. Na szczęście brat miał drugą. Uff.

13.07.2013 Sopot – Jöditz (Niemcy)

Pobudka 5:00. Poranna kawa, coś na ząb i do samochodu. Dzień chłonny, lekko ponury, nieco deszczowy. Wyjazd 5:50. Brat kieruje autem, nadmienię że jest wytrwałym i bardzo dobrym kierowcą, rozsądek i przepisy na swoim miejscu. Jazda z nim to czysta przyjemność. Kierujemy się na Szczecin. Po około 90 km pogoda się klaruje i mamy już słonecznie i sucho. W drodze w okolicach Sławna musimy skorzystać z objazdu z powodu kolizji drogowej. Zajeżdżamy na kawę do Krzywopłotów o 9:10, nasze stałe miejsce na odpoczynek i odprężenie po poranku. Za Koszalinem dolewamy paliwo na stacji i w drogę. Granicę z Niemcami przekraczamy ok. 11:30. Słonecznie 25°C. O 13:13 zjeżdżamy już z ringu Berlina na autostradę A9. Nieco później o 13:35 stacjonujemy w Rasthof Fläming. Mały posiłek (konserwa z chlebkiem), ciacho i banan, lekki spacer i startujemy o 14:00. Toaleta we Fläming kosztuje 0,70€ (a z tego 0,50€ do wykorzystania w restauracji). Kolejny postój robimy w Rasthof Frankenwald (miejsce ładne, więc i oblegane) w miejscu podziału NRD i RFN. Czy pamiętacie? Zajeżdżamy do Jöditz (przy A9 zjazd 31) na camping ok. 17:00. Camping nieco schowany nad oczkiem wodnym Auensee, z wieloma miejscami do rozbicia namiotu. Zaplecze sanitarne dobre. Niestety prysznice są dodatkowo płatne. Spokój i porządek wg niemieckiej normy DIN. Tym razem trafiliśmy pechowo, odbywała się mała imprezka, bo sobota wieczór. Tu też życie tętni mimo, że wokół średnia wieku emerytalnego. Koszt campingu to 10,50€ za 2os.,auto i namiot.

14.07.2013 Jöditz (Niemcy) – Zermatt (Szwajcaria)

Pobudka 6:00, jeszcze drzemka 10min i wstajemy. Składanie namiotu, śniadanko i wyjazd 7:15. Pogoda słoneczna. Z campingu wyjeżdżamy inną drogą niż wjazdowa. Na campingu ruch jednokierunkowy. Włączamy się do A9 i ok. 8:30 jesteśmy już na A6. Ok. 9:00 robimy postój we Rasthof Frankenhühe. Kawa (2,99€ - caffe cream, toaleta - 1€). O 9:33 jesteśmy już na A7 (kierunek Ulm). W międzyczasie jeszcze tankowanie w Lonetal. O 11:10 wjeżdżamy na A96 (kierunek Lindau). Przekraczamy granicę z Austrią ok. 11:40 i tunelem (6,7km) podążamy dalej. W Bregenz (Austria) widać pierwsze śnieżne wierzchołki. O 11:49 zjazdem 23 uciekamy z A14. Wjeżdżamy do Szwajcarii ok. 12:00. Brak kontroli – w zeszłym roku sprawdzano nam paszporty. Wjazd na A13 w kierunku na St.Gallen, a potem przechodzi na A1. Odpoczynek za Winterthur w Kempthal Rast ok. 13:00. Postój do 13:40. Małe jedzonko, ciacho i toaleta. O 15:10 zjazd na A12 (na Fribourg). Wjazd na A9 (na Martigny) o 15:56. Mieliśmy ochotę zatrzymać się na odpoczynek w St. Grand Bernard, lecz z braku miejsca postojowego obeszliśmy się smakiem i ok. 16:45 wylądowaliśmy na zwykłym parkingu niedaleko od Sion (ok. 6km). W Tash byliśmy ok. 18:00. Zostawiliśmy auto na płatnym parkingu „Terminal Matternhorn". Przepakowaliśmy się i kolejką podjechaliśmy do Zermattu. Cena biletu 8CHF dla 1 osoby w jedną stronę (w obie strony x2 – bez bonusa). Na campingu byliśmy ok. 19:00. Camping dobry, bo jedyny i tani 10,00€ (na 1 osobę). Reszta obskurna. Zatęskniliśmy za niemieckim standardem... Podstawowy wariant jest dostępny w cenie – prysznic, prąd w toalecie (głównie do ładowania komórek i in. elektroniki). Na skoszonej trawie, gdzie niegdzie można znaleźć wolne krzesełka ogrodowe (miłe). Miejsca niewiele, ale tłoku nie ma. Duża rotacja, gdyż jest to jedynie punkt przejściowy. Z poprzedniego zeszłorocznego pobytu w tym miejscu, wciąż przy tym samym drzewie stacjonował Japończyk. Chyba już tu stały bywalec, sądząc po jego „gospodarstwie". Jeszcze spacer po miasteczku dla wyprostowania kości i do śpiworków. Czas 22:00. Sen spokojny i twardy.

15.07.2013 Unterrothorn (Szwajcaria)

Pobudka 7:00. Jeszcze lekka drzemka i zaczynamy przygotowywać śniadanko. Wychodzimy ok. 8:00. Planujemy dojść do Oberrothorn - 3414m npm. Pogoda dopisuje, słonecznie ale nie doskwiera. Droga przez las prowadzi nas łagodnie do restauracji Tufternalp (2215m). Tutaj krótki odpoczynek. Wkraczamy na otwarty teren, zawiłe ścieżki, ale widoki prześliczne. Nasze drogi nieco się rozchodzą, brat szybszym krokiem jest na przodzie, ja swoim tempem co jakiś czas dochodzę do Krzyśka. Końcówka do Unterrothorn idzie falująco, w górę trochę w dół i śnieg. Znaczne połacie ograniczają nasze kroki, a nawet uniemożliwiają przejście. Zapadamy się w piarczystym śniegu po kolana a czasami jeszcze niżej. Walka ze śniegiem z widokiem na kolejka staje się coraz uciążliwa mimo bliskości celu. Krzysztof starał się obejść śniegowe połacie, lecz po braku innych możliwości musiał wrócić na szlak. W schronisku jesteśmy o 12:30 na wysokości 3103m npm – Rothorn Paradise. Chwila na zdjęcia i przystąpiliśmy do uzupełniania płynów – piwo ok. 6,00€. Przeszliśmy różnicę wzniesień 1480m. Z powodu późnej pory i konieczności pieszego powrotu na camping nie zdecydowaliśmy się wchodzić na Oberrothorn. Wyszliśmy w dół ok. 13:30 w kierunku Blauherd (2571m). Minęlismy urocze oczko wodne Stellisee (2537m). W Blauherd jesteśmy 14:20. Lekki odpoczynek i dalej do Sunneggi (2288m, 15:13). Tu roztałem się z bratem, Krzyś zjechał kolejką prosto do Zermattu. Złapała go aklimatyzacja, zaś ja podążyłem dalej w kierunku Tufteren (15:50). Warunki pogodowe nieco przerosły nasze oczekiwania, słoneczko już prażyło doskonale i zejście z Tufteren do przyjemności już nie należał. W Zermacie podobnie. Na campingu byłem o 17:10. Zermatt jest na wysokości 1620m npm.

Po odpoczynku na karimacie i po przekąsce ruszyliśmy do miasteczka na drobne zakupy spożywcze. Po powrocie szykujemy obiadokolację (18:30) i przygotowujemy się do jutrzejszego wymarszu. Część rzeczy zamierzamy zostawić w schowku na dworcu kolejki. O 21:00 wskakujemy do śpiworów. Noc dość kiepska, sen płytki, trche ze zmęczenia trochę z emocji.

16.07.2013 Monte Rosa (Szwajcaria)

Pobudka o 6:00, ale już o 5:30 przebudziłem się w nadziej na drzemkę, lecz nie udało się. Myśli się kłębiły i emocje grały. Słuchałem porannego śpiewu ptaków. Zbieranie ekwipunku, dzielenie rzeczy, aby nie dźwigać zbędnego balastu (namiot,śpiwory,karimaty,część jedzenia), który schowaliśmy w schowku dworcowym (średnia skrzynka kosztuje 6CHF za 24h). Po śniadanku ruszamy do kolejki Gornergrad. Jedziemy do stacji Rotenboden za 36CHF (30€), godz. 8:00. Na miejscu jesteśmy o 8:30. Szlak do schroniska Monte Rossa schodzi nie co w dół, po czym długim łagodnym zejściem wzdłuż stoku dochodzimy do najciekawszych miejsc na szlaku. Należy zejść dwuetapową drabinką do mostku nad lodowcowym strumykiem. Dalej okazało się, że jeszcze jeden mostek na nas czeka. Ten etap był jednak tylko wstępem do kolejnych przeżyć na trasie. Szlak przez lodowiec biegnie od tyczki do tyczki (dokładnie trójnogi z specjalnym obciążeniem pośrodku). Lodowiec pokrywają kamienie, wielowymiarowe kałuże (których lepiej nie badać) oraz wiele, wiele szczelin. Cały lodowiec jest pocięty szczelinami, przez które przechodziliśmy, skakaliśmy ... na całe szczęście nie były wymagane przeprawy alpinistyczne. Szliśmy dość miarowo i spokojnie, choć niespodzianki były. Zaliczyłem jeden przysiad, z powodu źle postawionej stopy, nieco później kałuża okazała się głębsza niż sądziłem, szczególnie to co było pod cienkim lodem. Lodowa woda w bucie przyniosła pełne zaskoczenie, ale też ukojenie, bo dzień był upalny. Przechodzenie cienkimi na szerokość stopy grzbietami szczelin, też mógłbym zaliczyć do szczególnych atrakcji lodowca, gdy po obu stronach nie bardzo widać dno. Ten odcinek wymagał szczególnej ostrożności i uwagi. Przejście przez lodowiec, mimo wielu niespodzianek, jest wyznaczone wręcz perfekcyjnie, bez zbędnego omijania i alpinistycznych sztuk, jednym słowem bezpieczne. Następnie podchodzimy już pod schronisko wijącym się szlakiem pod górę. Czując narastajace zmęczenie i znudzenie długimi podejściami dochodzimy do grzbietu, prawie mając schronisko jak na dłoni. Niestety dzielące metry przeradzają się w kolejny długi marsz, po grzbiecie w kształcie agrafki, aby ominąć kotlinkę . Prażące słońce i zmęczenie po wędrówce lodowcowej, co raz bardziej wydłużały ten etap. Krzyś był już ok. 15 min przede mną. W schronisku Monte Rosa byłem o 13:15. Krzysztof zameldował się na miejscu 20 min wcześniej. Nadmienię, że wysokość na jakiej położone jest schronisko równa się wysokości stacji Rotenboden. Duża odległość z różnicą wzniesień ok 200m wraz z przeprawą przez lodowiec dała mi mocno w kość. O tym niestety dowiedziałem się dnia następnego. Oczywiście schronisko jak hotel Royal, lecz bez dostępu do bieżącej wody i prądu w gniazdkach. Trzeba liczyć tylko na wytrzymałe akumulatory. Wypiliśmy po piwku dla orzeźwienia za 5€. Opłaciliśmy swój pobyt korzystając z ulgi jaką dała nam karta Alpenverein. Zjedliśmy obiadek i rzucilismy się na łóżka. Sypialnie położone są na 3 piętrach, nam trafiło się niestety najwyższe. Łóżka pościelone i czyste, pełen komfort, jaszcze pachnie świeżością. Mała drzemka i wstaliśmy na mała przekąskę kolacyjną, apetyt był niestety marny i z braku wystarczających zapasów wody uraczyliśmy się pożywnymi kaszkami. Wiedzieliśmy, że jutrzejszy dzień nie będzie ani prostszy, ani krótszy, więc niedługo po zjedzeniu z powrotem weszliśmy do łóżek. Sen miałem kiepski, przerywany, zmęczenie i wczesna pobudka miotała głową na prawo i lewo, psyche podupadało. I tak do 2:00 w nocy.

17.07.2013 Dufourspitze (Szwajcaria)

Pobudka 1:40. Przygotowanie do wyjścia i zejście na śniadanie na 2:00 – przy meldunku należy zdeklarować się o której chcemy śniadanie – druga pora to 7:00. Jedzenie skromne, lecz i tak śniadanie ledwo przez gardło chciało przejść. Byliśmy już gotowi o 2:15. Wszyscy w egipskich ciemnościach z czołówkami gęsiego ruszyliśmy w górę. Na szlaku były osoby zorganizowane i niezorganizowane, bez przewodnika. Wspominam o tym, gdyż trafienie w pierszym etapie na właściwy tor marszu wymaga dobrej orientacji a szczególnie znajomości trasy. Trudno tutaj liczyć na wydeptaną ścieżkę. Udeptana ścieżka zaczyna się wraz z zalegającymi śniegami. Na początku szliśmy dość zwartą grupą, potem zaczęliśmy tworzyć mniejsze zespoły, w którym ja z Krzyśkiem utrzymywaliśmy dość dobre tempo, patrząc na brata, było to jego tempo. Warunki i nocne podchodzenie wymuszało na mnie trzymanie się czołówki, aby utrzymywać widoczność i nie stracić orientacji na kierunek marszu. Okazało się, że mój „bieg" ku czołówce miał złe konsekwencje. Pierwszy etap, około 1,5 godziny był stosunkowo swobodny, później moje możliwości kurczyły się a to dopiero było z ¼ całej trasy pokonanej, tak mi się wydaje. Krzyśka już coraz rzadziej widziałem, czekał na mnie w zwrotnych punktach. Niestety i psyche zaczęło mi siadać, bo wejść nie sztuka, tylko jeszcze trzeba wrócić ... i tak zaczął się początek końca moich marzeń o szczycie. Żal mi było brata, który starał się być ze mną, a widziałem że jest w dobrej formie i wierzchołek jest w jego zasięgu. Miał przewodników w czołówce, którzy nie byli dla niego wymagający. Szło mu się wyśmienicie. Ja zaś pokonywałem swoje słabości, którym w końcu uległem o świcie ok. 5:00 na wysokości ok. 3600m npm. Krzysztof zawrócił razem ze mną. Chciałem, aby dalej szedł sam, ale już zdecydował, jest po prostu Bratem przez wielkie B. Wróciliśmy do schroniska ok 7:30. Ja byłem wyczerpany, a Krzyś niespełniony. Moja słabość była wynikiem złego przygotowania do wejścia na jeden z najtrudniejszych szczytów Korony Europy. Zlekceważyłem to, mając w nadziei, że jak udało się na Grossglockner to tutaj też będzie dobrze. A tak nie jest. Trening i przygotowanie kondycyjne jest tutaj wymagane. Prosto od biurka niestety nie wejdzie się wysoko. Długie podejścia i duże wysokości są wyczerpujące. Po odpoczynku, refleksji i rozważeniu co dalej, zdecydowaliśmy schodzić do stacji Rotenboden. Decyzja trudna, bo wiadomo co mnie czeka, a w najlepszej formie już nie jestem lub w ogóle. Miało to nam przynieść trochę oszczędności z tytułu skróconego pobytu w schronisku i jeden dzień w zapasie na mój odpoczynek, regenerację sił i psychiki. W planach mieliśmy jeszcze Mount Blanc. Opuściliśmy schronisko o 8:30. Dotarłem do kolejki ok. 13:30. Krzyś był już przy stacji przed 13:00. Zejście do lodowca i przejście przez lodowiec bez niespodzianek, ale bardzo męczący. Ostatni etap od podejścia po drabince i doście do kolejki był już dla mnie extremalny. Nogi odmawiały współpracy, kolana same się uginały, miękkie jak z waty, a ból przy każdym kroku. Zjechaliśmy kolejką do Zermatt (35CHF) i po odebraniu rzeczy ze schowka pojechaliśmy dalej pociągiem do Täsh (8CHF). Wzięliśmy auto z parkingu (zapłaciliśmy za 2 dni postoju 43€) i ruszyliśmy na najbliższy camping w Täsh. Na campingu Krzyś odbudową moją wiarę w siebie, zdecydowanie trzymając się naszego planu. Na tą wyprawę poświęcił dużo sił i był mocno do niej przygotowany, w przeciwieństwie do mnie, który byłem gotów zrezygnować. Jego siła po części przelała się na mnie, za co mu jestem ogromnie wdzięczny. Bardzo skorzystałem na tym jednym wolnym dniu aby nieco zregenerować siły. Spokojnie mogliśmy dnia następnego przejechać do Francji. Camping w Täsh kosztował nas 31CHF za dwie osoby + auto z namiotem. Warunki dobre, spokój, ciepły prysznic. Po kolacji zanużyliśmy się w namiocie ok. 19:30. Sen uśmierzył trudy dnia.

Strona zbudowana z Kopage
← Zbuduj swoją teraz
Ta strona może korzystać z Cookies.
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.

OK, rozumiem lub Więcej Informacji
Informacja o Cookies
Ta strona może wykorzystywać pliki Cookies, dzięki którym może działać lepiej. W każdej chwili możesz wyłączyć ten mechanizm w ustawieniach swojej przeglądarki. Korzystając z naszego serwisu, zgadzasz się na użycie plików Cookies.
OK, rozumiem
Powered by Kopage